Bohaterowie:
- Maksiu – tegoroczny maturzysta, nałogowy palacz i alkoholik, przyszły właściciel moherowego beretu. Zainteresowania: słuchanie nocnych audycji Radia Maryja, poznawanie niezrozumiałych dla normalnych ludzi wyrazów (mro iło), kąpiele w soku pomidorowym, palenie zniczy w pokoju, służba zdrowia, surykatki.
- Dorotka – wykręcona nastolatka. Potrafi założyć hełm na lewą stronę i huśtać się na huśtawce z zamkniętymi oczami. Poznaje mężczyznę po jego butach. Nocami udaje, że uczy się do konkursu z WOSu. Jedno słowo opisujące ją: aaaaaaa!!!…
- Patrycja – czyli ja.
- i inni.
Akt I
Scena 1
Dorotka, Patrycja i Maksiu idą do sklepu po ser, którego i tak nie kupią. W tle słychać przejeżdżający pociąg. Maszynista trąbi.
Maks (do Patrycji): Ty trąbiłaś?
Patrycja: Pociąg.
Maks: Za co?
Pogoda zwariowała. Normalna zima się zrobiła. Zimna zima. Taka ze śniegiem, wiatrem jakimś, mrozem, oblodzonymi schodami i oblodzonymi chodnikami. Paranoja. Ja się osobiście na to nie zgadzam. Z oblodzonych schodów zjechałam dziś na tyłku. Uroczy obrazek. Wywrotka ze wszystkimi atrakcjami pod tytułem wymachiwanie nogami, rękami i dziki wrzask. Teatralne to było. Panie z pieskami i okoliczni pijaczkowie dobrze się bawili moim kosztem. A obleśny dresiarz, z tych, co to ciągną za sobą na sznureczku mózg, taki malutki, na kółeczkach i z czółkami, rzucił się z pytaniem, czy kurwa żyję. Ja wam jeszcze pokażę!
Termometr na okolicznym supermarkecie pokazywał dziś 34 stopnie Celsjusza (słownie: trzydzieści cztery!). Prawie uwierzyłam. Stałam i gapiłam się, i już myślałam, że może jestem na Majorce, że pan motorniczy z tramwaju numer 6 się pomylił i zamiast kilka ulic dalej wywiózł mnie za granice naszego pięknego kraju. I choć w „Przyjaciółce” pisali, że to jest bardzo niebezpieczne i w ogóle nie należy, nie wypada i zaleca się ostrożność, bo to może być początkiem kariery w zawodzie dziwki, było mi wszystko jedno. Proszę niech mnie ktoś zabierze gdzieś, gdzie będzie mi ciepło i fajnie.
Napiszę chyba list do świętego Mikołaja dziś. Przyszedł katalog ze świata książki. Jest i najnowszy Paulo Coelho. I słonecznikowa seria romansów dla sfrustrowanych, gorących pięćdziesiątek. I kalendarz dla wykręconej nastolatki na 2005 (Ala Makota poleca, kimkolwiek jest), taki fajny, z notatkami, horoskopem, datami urodzin piosenkarzy i poradami dotyczącymi seksu, pryszczy, pielęgnacji zębów i paznokci u stóp, obierania ziemniaków i gotowania kalarepki. I jest jeszcze kaseta VHS z serii kolekcja fitness zatytułowana „Ja chcę mieć takie pośladki”. I książka „Kościół dla średnio zaawansowanych”. To chyba jakiś podręcznik jest na kurs, który przygotowuje do certyfikatu Cambridge. Kupiłabym, ale nie mój poziom. Ja jestem jakiś beginner albo elementary.
A jak się zaprosi przyjaciół do klubu to się dostanie czajnik i gąbkę GRATIS! O!
I jeszcze tylko w ramach lansu powiem, że dużo dziś przeklinam w myślach. I nie tylko dziś. I nie tylko w myślach. Takie pozytywne kurwa mam w głowie. I paktofonikę w głośnikach. Jestem bogiem i proszę bardzo, można mi dziś zazdrościć wszystkiego.